piątek, 2 lutego 2018

Wątpliwości

Dzisiejszą grupę tworzyliśmy w składzie: Teresa, Wiesław, Arek, Małgorzata, Jan, Aneta i Dorota. Wiesław rozpoczął spotkanie modlitwą, a chwilę później akompaniował nam na gitarze, kiedy zaśpiewaliśmy trzy pieśni z naszego śpiewnika. 

Kiedy skończyliśmy, Terenia zaproponowała, żebyśmy poświęcili pół godziny na ćwiczenie, które przygotowała Małgorzata. Zadanie polegało na zapisaniu na kartce cechy, której się w sobie nie lubi albo takiej, która nam przeszkadza. Pozostali uczestnicy dopisywali pozytywne strony tej nielubianej przez nas cechy. Można było też zapisać pomysł, w jakiej sytuacji taka cecha jest potrzebna i przydaje się. W ten sposób dokonaliśmy "przeramowania" czyli ujrzenia "w innych ramach" cechy swojego charakteru, z którą źle się czujemy. Przykładowo, gdy ktoś bywa uparty, co negatywnie wpływa na kontakty z ludźmi, może zauważyć, że bycie upartym czasem ma pozytywne strony. Taka osoba może również uparcie dążyć do osiągnięcia sukcesu w życiu. 
A oto jak nasza grupa dokonała "przeramowania" dla osoby małomównej, której ta cecha doskwiera: 

małomówność 
  • mniejsza możliwość zaszkodzenia komuś, 
  • łatwiej zachować tajemnicę, 
  • takiej osobie można zaufać oraz przydaje się kiedy jest potrzeba zachowania ciszy np. wędkowanie ;) 
  • w małomówności objawia się mądrość. Lepiej ugryźć się w język niż komuś powiedzieć przykre słowo, 
  • żeby nieraz się wyciszyć, 
  • to wielka zaleta i sztuka. Lepiej obserwować niż mówić. 
Po przeczytaniu propozycji dla wszystkich członków grupy, byliśmy zaskoczeni mądrością i celnością naszych własnych spostrzeżeń.

Dzisiejsza rundka dostarczyła nam cennych informacji o działalności streetworkerskiej, którą przejęła po Majstrze i kontynuuje Terenia. Opowiadała o swoich wyjściach do szkół, gdzie daje uczniom świadectwo swojego życia. Jeszcze dzisiaj, po zakończeniu grupy, Terenia ma dyżur streetworkerski na ulicach toruńskiej starówki. 

Po przerwie razem z Jankiem przyjrzeliśmy się wątpliwościom opisanym w 7 rozdziale Ewangelii Jana. 

 (3) Rzekli więc do niego bracia jego: Odejdź stąd i idź do Judei, żeby i uczniowie twoi widzieli dzieła, które czynisz. (4) Nikt bowiem nic w skrytości nie czyni, jeśli chce być znany. Skoro takie rzeczy czynisz, daj się poznać światu. (5) Bo nawet bracia jego nie wierzyli w niego. 
Bracia Jego widzieli znaki, które czynił, ale nawet oni nie wierzyli w to najważniejsze przesłanie, które Jezus głosił, że przyszedł jako Zbawiciel świata. 

(12) A wśród tłumów wiele mówiono o nim. Jedni powiadali: Dobry jest; inni zaś mówili: Przeciwnie, przecież lud zwodzi. 
Wątpliwość była też w tłumie, wśród ludzi, którym głosił dobrą nowinę. 

(25) Wtedy mówili niektórzy z mieszkańców Jerozolimy: Czy to nie jest Ten, którego chcą zabić? (26) A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby rzeczywiście przełożeni doszli do przekonania, że to Chrystus? 
Słowa "czyżby" poddają w wątpliwość istniejące wskazówki, w które i tak ludzie nie są skłonni wierzyć. 

(40) Tedy niektórzy z ludu, usłyszawszy te słowa, rzekli: To jest naprawdę prorok. (41) Inni mówili: To jest Chrystus; a jeszcze inni mówili: Czy z Galilei przyjdzie Chrystus? (42) Czy Pismo nie mówi, że Chrystus przyjdzie z rodu Dawida i z Betlejemu, miejscowości, gdzie mieszkał Dawid? (43) Powstał więc z powodu niego rozłam między ludem. 
Powstał rozłam, rozdwojenie wśród ludu, bo mimo, że było potwierdzenie w faktach, to jednak nie było tego najważniejszego, czyli wiary. Zastanów się, czy Jezus ma wpływ na twoje życie, czy ty mu ufasz, czy mu wierzysz? Zacznijmy słuchać tego, co mówi Jezus i zastanawiać się, czy się z tym zgadzamy. 

(7) Świat nie może was nienawidzieć, lecz mnie nienawidzi, ponieważ Ja świadczę o nim, że czyny jego są złe. 
Jezus mówi słowa, z którymi trudno się nie zgodzić, ponieważ mówi prawdę. Prawdą jest to, że czyny wszystkich ludzi są złe. 

W przyszłym tygodniu dokończymy dzisiejszy temat o wątpliwościach. 
Na zakończenie Teresa podziękowała za dzisiejsze spotkanie i pomodliła się.


piątek, 26 stycznia 2018

Przebaczenie

Na dzisiejsze spotkanie przybyli: Jan, Teresa, Wiesław, Dariusz, Małgorzata, Terenia i Milena. Modlitwę na rozpoczęcie poprowadził Wiesław. 

Prowadzący dzisiejsze spotkanie Jan chciał, żebyśmy porozmawiali dzisiaj o wątpliwościach, jakie kiedykolwiek mieliśmy lub przypomnieli sobie zwątpienie, którego kiedyś doświadczyliśmy. Mówiliśmy ogólnie o codziennych wątpliwościach, które z racji podejmowanych na każdym kroku decyzji, nachodzą nas nieustannie. Mówiliśmy o wątpliwościach, które dotykały takich fundamentalnych spraw, jak nasza wiara, ale też o drobnych, jak zwątpienie w to, czy uda mi się bez żadnego przygotowania przystrzyc nożyczkami włosy mojego chłopaka? Okazuje się, że nie ma człowieka, który nie doświadczyłby zwątpienia. 

Zanim przeszliśmy do tradycyjnej rundki, Wiesław wziął do ręki nastrojoną wcześniej gitarę i zaśpiewaliśmy trzy wyjątkowo radosne pieśni. Wybór wynikał pewnie z naszych nastrojów, które wcale nie były radosne. W naszych wypowiedziach przeważał temat nienajlepszego samopoczucia i dopadających nas i naszych bliskich problemów zdrowotnych. Terenia rozładowała gęstniejącą atmosferę odtwarzając z telefonu zabawną audycję, w której dzieci przybliżają nam swoją wizję pesymisty: Dzieci wiedzą lepiej - pesymizm

Po przerwie obejrzeliśmy film opowiadający historię nawrócenia muzułmanki. "Więcej niż sen. Historia Dini" Bardzo ważne jest przebaczenie i pozbycie się gniewu, który odbiera nam nasze życie zarówno tutaj jak i w wieczności. 

Dzisiaj, podobnie jak w ubiegłym tygodniu, również nie udało nam się porozmawiać na temat wątpliwości w oparciu o fragment Ewangelii Jana. Zajmiemy się tym na kolejnym naszym spotkaniu. Spotkanie zakończyliśmy krótką modlitwą.


piątek, 19 stycznia 2018

Sztuka komplementowania

Na dzisiejsze spotkanie przybyli: Małgorzata, Wiesław, Aneta, Teresa, Jan, Dorota, Arek, Milena i Wiesława, która zajrzała do nas dosłownie na trzy minuty z prośbą o modlitwę. Bywa, że poważne kryzysy stają się przełomami i od nich zaczynają się zmiany prowadzące ku bardziej zadowalającej przyszłości. 

W trakcie rundki jeszcze raz modliliśmy się wspólnie w intencji osoby będącej na grupie. Wierzymy, że Bóg chce mieć społeczność z człowiekiem i dlatego z ufnością przedstawiamy Mu nasze prośby w modlitwie. Po zakończeniu rundki, która dla większości była podsumowaniem dobrego tygodnia, jeszcze przed przerwą zaśpiewaliśmy dwie pieśni. Wiesław prowadził nasz śpiew, dzielnie akompaniując na gitarze naszym pieśniom, śpiewanym na chwałę Bożą. 

Po przerwie wszyscy wzięliśmy udział w zabawie, która polegała na przypomnieniu sobie i opowiedzeniu o tym, co każdy z nas zrobił w przeszłości, co trudno było zrobić i co dało nam powód do dumy. Po wysłuchaniu wypowiedzi jednej osoby, pozostali uczestnicy mówili, za co chcieliby pochwalić osobę opowiadającą o swoim sukcesie. Nasze komplementy mieliśmy rozpoczynać od słów: "potrafisz ..., umiesz ..., udaje ci się ..." itp. Mieliśmy unikać wyrazu "jesteś ...", który poprzedza nadanie komuś czegoś w rodzaju etykietki. Mieliśmy raczej skupić się na tym, co każdy z nas potrafi robić dobrze, co jest naszą mocną stroną, jakie trudne do zrobienia rzeczy udało nam się już zrobić w przeszłości. Żeby łatwiej było mam odszukać w pamięci nasze sukcesy, mogliśmy skorzystać z kilkunastu zdjęć, obrazujących wiele dziedzin naszego życia.


Najprzyjemniej było jednak słuchać, kiedy sami mówiliśmy o sobie wiele budujących rzeczy. Miło było też usłyszeć słowa docenienia, z ust ważnych dla nas osób. 

Na następnym spotkaniu Janek zaprezentuje film, którego nie udało nam się obejrzeć dzisiaj. Zastanowimy się też, skąd biorą się w naszym życiu wątpliwości i jak to zrobić, żeby nie były one dla nas ciężarem. 

Słowo Boże, mówiące właśnie o wątpliwościach, to: 

Ewangelia Jana 7, 1-49 
A potem chodził Jezus po Galilei; nie chciał bowiem iść do Judei, bo Żydzi zamierzali go zabić. A było blisko żydowskie święto namiotów. Rzekli więc do niego bracia jego: Odejdź stąd i idź do Judei, żeby i uczniowie twoi widzieli dzieła, które czynisz. Nikt bowiem nic w skrytości nie czyni, jeśli chce być znany. Skoro takie rzeczy czynisz, daj się poznać światu. Bo nawet bracia jego nie wierzyli w niego. Wtedy Jezus powiedział do nich: Czas mój jeszcze nie nadszedł, lecz dla was zawsze jest właściwa pora. Świat nie może was nienawidzieć, lecz mnie nienawidzi, ponieważ Ja świadczę o nim, że czyny jego są złe. Wy idźcie na to święto; Ja jeszcze nie pójdę na to święto, ponieważ mój czas jeszcze się nie wypełnił. To im powiedział i pozostał w Galilei. A gdy bracia jego poszli na święto, wtedy i On poszedł, nie jawnie, lecz jakby po kryjomu. Żydzi zaś szukali go w czasie święta i pytali: Gdzie On jest? A wśród tłumów wiele mówiono o nim. Jedni powiadali: Dobry jest; inni zaś mówili: Przeciwnie, przecież lud zwodzi. Nikt jednak o nim nie mówił jawnie z obawy przed Żydami. A gdy już minęła połowa świąt, wstąpił Jezus do świątyni i nauczał. I dziwili się Żydzi, i mówili: Skąd ta jego uczoność, skoro się nie uczył? Na to odpowiedział im Jezus, mówiąc: Nauka moja nie jest moją, lecz tego, który mnie posłał. Jeśli kto chce pełnić wolę jego, ten pozna, czy ta nauka jest z Boga, czy też Ja sam mówię od siebie. Kto od siebie samego mówi, ten szuka własnej chwały; ale kto szuka chwały tego, który go posłał, ten jest szczery i nie ma w nim nieprawości. Czy to nie Mojżesz dał wam zakon? A nikt z was nie wypełnia zakonu. Dlaczego chcecie mnie zabić? Lud odpowiedział: Demona masz! Kto chce cię zabić? Odpowiadając Jezus, rzekł im: Jednego dzieła dokonałem, a wszyscy się dziwicie. Wszak Mojżesz dał wam obrzezkę (nie iżby ona pochodziła od Mojżesza, lecz od przodków) i w sabat obrzezujecie człowieka. Jeżeli człowiek w sabat przyjmuje obrzezkę, aby nie był naruszony zakon Mojżesza, to dlaczego się na mnie gniewacie, że w sabat uzdrowiłem całego człowieka? Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie. Wtedy mówili niektórzy z mieszkańców Jerozolimy: Czy to nie jest Ten, którego chcą zabić? A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby rzeczywiście przełożeni doszli do przekonania, że to Chrystus? Ale o nim wiemy, skąd pochodzi; gdy zaś Chrystus przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd pochodzi. Wtedy Jezus wołał w świątyni, ucząc i mówiąc: I znacie mnie, i wiecie, skąd jestem, a przecież sam od siebie nie przyszedłem, gdyż godzien wiary jest Ten, który mnie posłał, a którego wy nie znacie. Ja go znam, bo od niego jestem i On mnie posłał. I starali się go pojmać, lecz nikt nie podniósł na niego ręki, gdyż jeszcze nie nadeszła jego godzina. A wielu z ludu uwierzyło w niego i mówiło: Czy Chrystus, gdy przyjdzie, uczyni więcej cudów, niż Ten ich uczynił? I usłyszeli faryzeusze, że lud takie rzeczy o nim mówi; wówczas arcykapłani i faryzeusze wysłali sługi, aby go pojmali. Wtedy rzekł Jezus: Jeszcze krótki czas będę z wami, potem odejdę do tego, który mnie posłał. Szukać mnie będziecie, lecz nie znajdziecie, a gdzie Ja będę, wy przyjść nie możecie. Wtedy Żydzi mówili między sobą: Dokądże Ten chce się udać, że my go nie znajdziemy? Czy chce się udać do Żydów rozproszonych między Grekami i uczyć Greków? Cóż to za słowa, które wypowiedział: Szukać mnie będziecie, lecz nie znajdziecie, a gdzie Ja będę, wy przyjść nie możecie? A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony. Tedy niektórzy z ludu, usłyszawszy te słowa, rzekli: To jest naprawdę prorok. Inni mówili: To jest Chrystus; a jeszcze inni mówili: Czy z Galilei przyjdzie Chrystus? Czy Pismo nie mówi, że Chrystus przyjdzie z rodu Dawida i z Betlejemu, miejscowości, gdzie mieszkał Dawid? Powstał więc z powodu niego rozłam między ludem. Niektórzy z nich chcieli go pojmać, lecz nikt nie podniósł ręki na niego. Przyszli tedy słudzy do arcykapłanów i faryzeuszów, którzy ich zapytali: Dlaczego nie przyprowadziliście go? Słudzy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze człowiek tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi. Wtedy odpowiedzieli im faryzeusze: Czy i wy daliście się zwieść? Czy kto z przełożonych lub z faryzeuszów uwierzył w niego? Tylko ten motłoch, który nie zna zakonu, jest przeklęty.

Spotkanie zakończyliśmy modlitwą.


piątek, 12 stycznia 2018

Pan jest pasterzem moim

Dzisiaj było pierwsze spotkanie w Nowym Roku. Uczestniczyli w nim: Jan, Wiesław, Grażyna, Arek, Wiesława, Milena, Aneta, Teresa, Dorota. 

Rozpoczęliśmy modlitwą i śpiewem, a potem tradycyjnie podzieliliśmy się tym, jak minął nam czas od ostatniej grupy. 

Jan przygotował dla nas reportaż pt.: "Pan jest pasterzem moim." Była to opowieść kobiety, która przeżyła wojnę i więzienie. Przetrwać w tych wielkich trudnościach, pomogły jej: wiara, modlitwa i czytanie Nowego Testamentu, który skrywała. Słowem Bożym również dzieliła się z innymi więźniami. Słowa, które dawały nadzieję są aktualne do dziś. 

Psalm 23 
Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie. Na niwach zielonych pasie mnie. Nad wody spokojne prowadzi mnie. Duszę moją pokrzepia. Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości Ze względu na imię swoje. Choćbym nawet szedł ciemną doliną, Zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, Laska twoja i kij twój mnie pocieszają. Zastawiasz przede mną stół wobec nieprzyjaciół moich, Namaszczasz oliwą głowę moją, kielich mój przelewa się. Dobroć i łaska towarzyszyć mi będą Przez wszystkie dni życia mego. I zamieszkam w domu Pana przez długie dni.


piątek, 15 grudnia 2017

Miłosierdzie

Na dzisiejsze spotkanie przybyli: Teresa, Małgorzata, Aneta, Jan, Dorota, Terenia, Milena i nieco spóźniona Wiesława. Spóźnienie Wiesi było niewielkie i całkowicie przez nas usprawiedliwione. Jego powodem był olbrzymi talerz pachnących, jeszcze ciepłych rogalików z dżemem, polanych smakowitym lukrem. Przepyszne rogalki przygotował Wiesi syn. Mama pomagała mu jedynie przy pracochłonnym zwijaniu wyjątkowo delikatnych ciasteczek. 

Racząc się ciepłymi rogalikami wysłuchaliśmy do końca audycji Henryka Dedo pt. "Kto uratuje mojego Henryka" 
Na poprzednim spotkaniu, Janek zachęcał nas do przeczytania samemu fragmentu Listu Jakuba: 

List Jakuba 2, 13-18 
Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem. Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje im powszedniego chleba, a ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie, a nie dalibyście im tego, czego ciało potrzebuje, cóż to pomoże? Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie. Lecz powie ktoś: Ty masz wiarę, a ja mam uczynki; pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, a ja ci pokażę wiarę z uczynków moich. 

Bohater audycji, w całym swoim pięknym życiu kierował się miłosierdziem, bo wiedział, że nie ma prawdziwej wiary bez uczynków miłosierdzia. 

Zbliżający się czas Świąt Bożego Narodzenia, kiedy obdarowujemy się upominkami, zachęcił nas do zabawy, w której każdy otrzymał wymarzony prezent dla siebie. Małgorzata poprosiła, aby każdy z nas sięgnął do swojej torby, plecaka, czy kieszeni i wyciągnął prezent, który tam znalazł. Nie ograniczaliśmy się tylko do przedmiotów, ale te rzeczy, które wydobyliśmy z naszych toreb, przyniosły jednej z nas wymarzone wakacje w Bieszczadach, a komuś innemu codzienne bieganie po lesie. Dla jednej z nas prezentem dzisiaj była siła jej córki, którą dziewczyna upatruje w tym, że "ma Boga". Znalezione w torbie rękawiczki stały się dla jednej z nas ręką wyciągnięta od Boga i dającą pojednanie najbliższych z Bogiem, a jednocześnie pojednanie między wszystkimi członkami rodziny. Telefon komórkowy stał się długo wyczekiwaną rozmową z synem i jego decyzją o pójściu na leczenie od uzależnienia. Piórnik to udane korepetycje udzielane zaprzyjaźnionym osobom, a klucze w torbie, to spełnienie marzenia o kluczykach pasujących do każdej napotkanej w jego życiu osoby. 

Po przerwie obejrzeliśmy prezentację zdjęć z Bieszczadów, którą przygotowała Małgorzata. Chcemy zachęcić te osoby, które się jeszcze nie zdecydowały, do czerwcowego wyjazdu w Bieszczady. Jako podkład do zdjęć posłużyła niesamowita piosenka zespołu Stare Dobre Małżeństwo pt. "Bieszczadzkie Anioły" 
Janek także pokazał sporo zdjęć i krótkich filmików z wyjazdu grupy w 2015 roku w Bieszczady. Wtedy jeszcze, był z nami  Zdzisław.




piątek, 8 grudnia 2017

Bądźcie wykonawcami Słowa

Dzisiejsze spotkanie prowadził Jan, a uczestniczyli w nim: Małgorzata, Milena, Wiesława i Dorota. Na początek Jan polecił nam audycję z radiowej Trójki, której wysłuchał dzisiaj w południe, zatytułowaną - "Trzeźwe myśli Wojciecha Kwiatka Kwiatkowskiego"

Na dzisiejszą rundkę mogliśmy poświęcić więcej czasu, więc każdy wypowiadał się we własnym tempie. Po przerwie przeczytaliśmy fragment Nowego Testamentu: 

List Jakuba 1, 22-27 
A bądźcie wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie. Bo jeśli ktoś jest słuchaczem Słowa, a nie wykonawcą, to podobny jest do człowieka, który w zwierciadle przygląda się swemu naturalnemu obliczu; bo przypatrzył się sobie i odszedł, i zaraz zapomniał, jakim jest. Ale kto wejrzał w doskonały zakon wolności i trwa w nim, nie jest słuchaczem, który zapomina, lecz wykonawcą; ten będzie błogosławiony w swoim działaniu. Jeśli ktoś sądzi, że jest pobożny, a nie powściąga języka swego, lecz oszukuje serce swoje, tego pobożność jest bezużyteczna. Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat. 

Ilustracją tego słowa Bożego może być dla nas historia Henryka Zawackiego, opowiedziana w audycji Henryka Dedo pt: „Kto uratuje mojego Henryka”.


piątek, 1 grudnia 2017

Szata weselna

Na spotkanie, które poprowadziła Teresa przybyli: Jan, Małgorzata, Milena i Aneta. Rozpoczęliśmy modlitwą. Chwilę porozmawialiśmy o sprawach organizacyjnych, planowanych wydarzeniach na najbliższy tydzień i przeszliśmy do tradycyjnego "sprawozdania" z wydarzeń, które były dla nas ważne w minionym tygodniu. 

Dzisiejsze Słowo Boże: 

Ewangelia Mateusza 22, 1-14 
A Jezus odpowiadając, mówił do nich znowu w podobieństwach tymi słowy: Podobne jest Królestwo Niebios do pewnego króla, który sprawił wesele swemu synowi. I posłał swe sługi, aby wezwali zaproszonych na wesele, ale ci nie chcieli przyjść. Znowu posłał inne sługi, mówiąc: Powiedzcie zaproszonym: Oto ucztę moją przygotowałem, woły moje i bydło tuczne pobito, i wszystko jest gotowe, pójdźcie na wesele. Ale oni, nie dbając o to, odeszli, jeden do własnej roli, drugi do swego handlu. A pozostali, pochwyciwszy jego sługi, znieważyli i pozabijali ich. I rozgniewał się król, a wysławszy swe wojska, wytracił owych morderców i miasto ich spalił. Wtedy rzecze sługom swoim: Wesele wprawdzie jest gotowe, ale zaproszeni nie byli godni. Idźcie przeto na rozstajne drogi, a kogokolwiek spotkacie, zaproście na wesele. Słudzy ci wyszli na drogi, sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych, i sala weselna zapełniła się gośćmi. A gdy wszedł król, aby przypatrzeć się gościom, ujrzał tam człowieka nie odzianego w szatę weselną. I rzecze do niego: Przyjacielu, jak wszedłeś tutaj, nie mając szaty weselnej? A on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu nogi i ręce i wyrzućcie go do ciemności zewnętrznej; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Albowiem wielu jest wezwanych, ale mało wybranych. 

Na pierwszy rzut oka zaskakuje nas "niesprawiedliwość", z jaką zastał potraktowany przez Gospodarza, jeden z zaproszonych gości weselnych, ten, który nie miał na sobie szaty weselnej.
Szaty usprawiedliwienia daje sam Bóg. Nikt z ludzi nie może stanąć przed Bogiem z własną sprawiedliwością. Jedynie Bóg odsuwa od nas nasze grzechy tak daleko, jak jest odległy wschód od zachodu [Psalm 103, 12]. Bóg proponuje warunki, a człowiek musi zdecydować, czy te warunki przyjmuje.